PROLOG
Około 1985 roku, LA ~ Z perspektywy Avy Wspięłam się na wyższą gałąź, odwróciłam głowę w prawo i... zetknęłam się czołem z jakimś rudym facetem. Popatrzyliśmy sobie w oczy i zaczęliśmy wrzeszczeć. - No i co, kurwa, drzesz japę, ropucho? - syknął Mulat z burzą loków siedzący nad nami i kopnął mojego sąsiada swoją nogą okutą w kowbojkę, przez co tamten spadł na ziemię. W tej chwili z mojej lewej doczołgała się w końcu podrapana Kath i zapytała: - Te, A, co to kurwa zleciało? Ja popatrzyłam pytająco na osobnika powyżej, który machał teraz beztrosko tym narzędziem zagłady, a on wzruszył ramionami i burknął: - Kumpel. - Ty zawsze tak przyjaciół zwalasz z drzew? - zapytałam zaintrygowana, podciągnęłam się i usiadłam obok niego. - Tych rudych tak. - uśmiechnął się krzywo i pociągnął łyk z butelki Jacka Danielsa, którą cały czas trzymał w ręku. Moje oczy robiły się coraz szersze, a usta rozchyliłam w niemym podziwie... - Ech... - Kath westchnęła. - Ty to wszędzie znajduj...